Piękna jest ta piosenka. Pierwszy raz usłyszałam ją w Londynie, w pokoju Artura. Wtedy już było wiadomo, że wracam i nasza sześcioletnia historia właśnie znalazła swój finał. Mimo, iż nie odczuwałam z tego powodu tragedii bałam się, że będzie mi się właśnie z tym czasem kojarzyć. Zanim pojawiła się na polskim rynku muzycznym minęło trochę czasu i może dlatego odkryłam ją na nowo. Dźwięki w niej są tak dobrane, że łzy same cisną mi się do oczu, ale nie są to łzy smutku. Moje serce przepełnia wtedy coś niesamowicie pięknego, głębokiego i przyjemnego. Czuję się zakochana, choć nie wiem w kim. Z drugiej strony, tak podchodząc uczciwie do siebie samej, może jest to dla mnie tak głęboko poruszające, ponieważ jestem zakochana. Ale jak nastolatka, wystarczy mi rozmowa z nim, od czasu do czasu jego obraz czy dźwięk jego głosu.
I słysząc ten utwór wyobrażam sobie, jak się kochamy. Choć i myślą się grzeszy, nie mam głębokiego poczucia winy. Mam go dla siebie w ten sposób tylko w myślach. Bardziej zabieram go jej przez tą bliskość duchową, jaka jest między nami.
Categories : Bez kategorii cze 9, 2009