Zebranie na szczęście nie trwało długo, wiceprezes przydzielił zadania na bieżący, rozpoczęty dopiero co tydzień i Jadwiga mogła umknąć do swego gabinetu. Jej zespół miał zająć się optymalizacją mieszanki stosowanej do produkcji ich sztandarowego wyrobu i Jadwiga zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Reklamacji wiele nie było, nie w tym rzecz – w dobie kryzysu zarząd po prostu postanowił zmniejszyć pewne koszty. Póki więc jeszcze miała dobrze wyposażoną lodówkę – skorzystała z jej zawartości i nalała sobie soku pomarańczowego. Tak ją pochłonęły myśli o podziale zadań w ramach swojego zespołu, że nie od razu zobaczyła kopertkę zwiastującą nową wiadomość w ich wewnętrznym, firmowym komunikatorze. Ciekawe, co się komuś przypomniało. Otworzyła wiadomość – była od Alberta.
Gdy stałam z Danielem i słuchałam, co ma mi do powiedzenia, Ty wyszedłeś z knajpki i stanąłeś obok mnie. Bardzo chciałam, byś mnie objął pokazując tym, że jestem Twoja. Chyba tego nie zrobiłeś, ale nie jestem pewna. Pamiętam tylko, że powiedziałeś coś takiego, że nie można mnie ani na chwilę spuścić z oka, czy puścić gdzieś samej, ponieważ od razu będą w pobliżu moi mężczyźni (z przeszłości tudzież potencjalni kolejni). Zazdrośnik z Ciebie. A dziś śniło mi się, że nie poszłam do pracy, ponieważ miałam jakieś szkolenie po południu. Ty tego nie wiedziałeś, więc zadzwoniłeś do mnie na prywatny numer. Miałeś jakąś służbową sprawę do mnie, więc powiedziałam, że mogę do Was zajechać w drodze na szkolenie.
Jerzy miał swoją tajemnicę, tajemnicę której strzegł. Mimo, iż na pierwszy rzut oka mógł wydać się jednostką rozrywkową i łatwo dostępną, to tak naprawdę nie było jego prawdziwe oblicze. Ta pierwsza maska znacznie ułatwiała mu życie, otwierała mu wiele drzwi, ale rzadko korzystał z tych przejść. Oczywiście, że czasem zdarzało mu się przejść na skróty, ale od zawsze najbardziej pociągały go labirynty. Jerzy miał swoje zasady i się ich mocno trzymał. I gdy się wydawało, że od nich odstępuje, tak naprawdę każde działanie było akceptowalnym dla niego samego odstępstwem od reguły. Czasem czuł się jak myśliwy, który wybiera swoją ofiarę, goni ją przez leśne gęstwiny dając jej wrażenie, że jest wolna. Chował się za drzewem, by w momencie, gdy ofiara czuła pewność, że zagrożenie minęło, oddać w jej kierunku ostateczny strzał.
Piękna jest ta piosenka. Pierwszy raz usłyszałam ją w Londynie, w pokoju Artura. Wtedy już było wiadomo, że wracam i nasza sześcioletnia historia właśnie znalazła swój finał. Mimo, iż nie odczuwałam z tego powodu tragedii bałam się, że będzie mi się właśnie z tym czasem kojarzyć. Zanim pojawiła się na polskim rynku muzycznym minęło trochę czasu i może dlatego odkryłam ją na nowo. Dźwięki w niej są tak dobrane, że łzy same cisną mi się do oczu, ale nie są to łzy smutku. Moje serce przepełnia wtedy coś niesamowicie pięknego, głębokiego i przyjemnego. Czuję się zakochana, choć nie wiem w kim. Z drugiej strony, tak podchodząc uczciwie do siebie samej, może jest to dla mnie tak głęboko poruszające, ponieważ jestem zakochana. Ale jak nastolatka, wystarczy mi rozmowa z nim, od czasu do czasu jego obraz czy dźwięk jego głosu.